Mariusz Kupczak - kulturystyka na wózku
Mariusz Kupczak to osoba, która śmiało może być stawiana za wzór sportowca. Mimo swojej niepełnosprawności ciągle pnie się w górę, ciągle startuje na zawodach krajowych i za granicą odnosząc znaczne sukcesy. Dzięki niemu utworzono kategorię na wózkach inwalidzkich rozgrywaną na mistrzostwach świata. To także zawodnik, który jako jeden z trzech na świecie ma status "Pro".
Imię, nazwisko: Mariusz Kupczak
Rocznik: 1980 r.
Miejsce Zamieszkania: Bielsko - Biała
Kilkanaście lat temu świat dowiedział się o Tobie. Twoja historia poruszyła niejedno serce. Byłeś pierwszym niepełnosprawnym kulturystą, który wyszedł na scenę. Proszę opowiedz o sobie, o swoim życiu, swojej sytuacji oraz o tym, jak zaczęła się przygoda z kulturystyką i kto był motywacją?
Urodziłem się z dziecięcym porażeniem mózgowym, prawostronnym niedowładem ciała i zanikami mięśni, lekarze nie dawali mi zbyt wielu szans na samodzielne i sprawne funkcjonowanie. Mimo to moi rodzice nie poddawali się i byłem rehabilitowany. Jako dziecko nie byłem dobrze traktowany przez inne dzieci, zaczepiano mnie, śmiano się z tego jak się poruszam, któregoś dnia tata trenujący ciężary wyszedł w podkoszulku i gdy dzieciaki zobaczyły jak wygląda dały mi spokój. Pomyślałem, że wygląd to dobry atrybut siły bez siły. I tak w wieku 13 lat rozpocząłem treningi na sprzęcie z ramy od akwarium i deski do prasowania jako ławeczki. Gdy zobaczyłem film „Conan” - wiecie z kim w roli głównej - zapragnąłem być taki jak on i to był mój motywator - Arnold.
Kiedy już wydawało mi się, że jakoś tam wyglądam zobaczyłem w jednej z gazet, że w USA są potężni kulturyści na wózkach startujący w zawodach. Pomyślałem „skoro w USA można to i w Polsce również”. Dzięki uprzejmości Pana Pawła Filleborna zorganizowano pierwsze zawody w Bydgoszczy, gdzie zająłem 3 miejsce. Później poznałem Radka Słodkiewicza, który postanowił mi pomóc i mogę powiedzieć, że to on zrobił ze mnie „rasowego kulturystę”.
Polscy sportowcy, w tym kulturyści na wózkach inwalidzkich, od wielu lat odnoszą wielkie sukcesy. Ty również możesz poszczycić się takowymi. Proszę, byś wymienił przynajmniej te najważniejsze, które utkwiły Ci w pamięci.
Dla mnie każdy tytuł Mistrza Polski czy zdobycie Pucharu Polski było ważne, ale myślę, że najważniejszy był gościnny występ w Ostrawie na Mistrzostwach Świata w 2006 r, który zapewne przyczynił się do wprowadzenia tej kategorii na Mistrzostwa Świata.
Można więc powiedzieć, że jesteś osobą, która zapoczątkowała kulturystykę na wózku?
Nie wiem, czy to tylko moja zasługa. Na pewno dołożyłem swoje.
Czy pamiętasz swój pierwszy raz na scenie? Gdzie i kiedy to było oraz co wtedy czułeś – przed, podczas występu i po nim?
Na pewno były to Debiuty w Bydgoszczy2002 r, gdzie pojechałem bez formy, bo nie wiedziałem jak się ją robi. Dopiero Radek później mi w tym pomógł. Wracając do tego, co czułem... no na pewno dumę i radość oraz chęć na kolejne starty.
Jak zaczęła się układać Twoja kariera po debiucie scenicznym?
Po kontakcie z Radkiem już coraz lepiej. Puchar Polski i mistrzostwa za mistrzostwami i nawet sponsorzy się znajdowali, bo i HI-TEC na początku a po tym długo F+B (wydawcy KIF). Potem Euro Gym Jaworzno i w Końcu All Stars, który po dwóch latach nie przedłużył mi kontraktu i teraz jestem absolutnie bez sponsora, kiedy jako jeden z trzech na świecie mam status Pro i otwiera się szansa na starty w USA. Obecnie bardzo pomaga mi i wspiera moje przygotowania sklep z suplementami "Triceps" z mojej rodzinnej miejscowości.
Powiedz jak wyglądają Twoje przygotowania do zawodów? Gdzie trenujesz, z kim, jak wygląda Twój trening i czym się charakteryzuje?
Na pewno niespójnością form treningowych oraz treningu instynktownym. Do niedawna trenowałem na zasadzie „trenować aż organizm powie stop”, czyli nawet 6 razy na tydzień od 20 do 12 powtórzeń. Od niedawna korzystam z porad mojego idola Lee Priest i diametralnie zmieniłem trening oraz żywienie. Obecnie trenuję 4 dni, potem dzień wolny, w układzie plecy, klatka, barki, ramiona i jest dzień wolny. Wykonuję po 3-4 ćwiczenia na grupę po 6 serii, pierwsza 20 powtórzeń po tym 8/8/8/6/6. Trenuję w domu na własnym sprzęcie przystosowanym do moich możliwości ruchowych.
Jak postrzegają Cię inni trenujący?
Nie chcę się chwalić ale bardzo często jestem dla nich inspiracją, ale to tylko ich słowa - ja robię to, co lubię (śmiech).
Twoje największe wyzwania jeśli chodzi o kulturystykę, czyli co przychodzi ciężko a co w miarę łatwo?
U mnie z racji niepełnosprawności nic nie przychodzi łatwo. Było by dużo łatwiej, gdybym miał pieniądze na dietę i odżywki.
Jakie to koszta?
Jest to około 2000 zł na miesiąc. Wtajemniczeni w ten sport wiedzą, że to niezbędne minimum na polskie realia a wyzwanie to duża masa dobrej jakości, czyli 50 cm w ramieniu.
Jak wygląda Twój dzień, czyli praca, trening, dieta, czas wolny, itd. Licząc od rana do wieczora?
Wstaję wtedy, kiedy synek się obudzi i to jest różnie 6:00 - 7:00, czasem 8:00 a chodzę spać 23:00 po ostatnim posiłku kiedy wrócę z pracy. Obecna dieta jest zgodna z zaleceniami Lee: 4g białka na 1 kg masy ciała, węgli staram się jeść jak trenuję 250g do 300g a w dni wolne ograniczam do 100g. Tłuszczy nie liczę. Teraz dieta nie ma ustalonej formy - jem wszystko 6 razy dziennie poza białym pieczywem, czyli jajka, ser biały, serek wiejski, piersi z kurczaka lub indyka, schab, karczek, z tłuszczy to olej lniany raz na tydzień, pizza, lody, ciasto (śmiech).
Te ostatnie posiłki wskazują na okres poza startowy, czy początek „masowania”?
(śmiech) Od czasu do czasu pozwalam sobie na pewne odstępstwa.
Czy masz jakieś hobby poza kulturystyką?
W wolne chwile poza pracą i treningami staram się poświęcić żonie Izabeli oraz synkowi Oliverowi.
Rokrocznie słyszymy o nowych zawodnikach na wózkach, którzy pomimo wszelkich przeciwności chcą ćwiczyć, ćwiczą i tym samym spełniają marzenia. Co przekazałbyś młodym ludziom, którzy pragną iść w Twoje ślady?
Nie poddawać się - iść do przodu i realizować marzenia choćby nie wiem jak było ciężko, bo tylko wytrwali wygrywają.
Jesteś przykładem człowieka, który pomimo przeciwności wywalczył bardzo dużo i wciąż nie przestaje piąć się wyżej. Na zakończenie powiedz o swoich planach na przyszłość.
Teraz, gdy nie mam pieniędzy (sponsora) nie mam planów. Póki co będę się starał utrzymać to, co zbudowałem aż znajdą się pieniądze na rozwój. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem zacznę przygotowania do pierwszych w historii zawodów kategorii Pro w USA (15 Października 2011 r). Rozważam również - jeśli dostanę takie propozycje - występować gościnnie na zawodach z pokazami, by chociaż przygotowanie się zwróciło, gdyż to, co zarabiam jako trener wystarczy tylko na utrzymanie rodziny to nic a ja na sport nie mam obecnie grosza. Jednak nie łamię się i zachęcam do korzystania z moich usług, jako trenera osobistego.
Dzięki za wywiad. Mam nadzieję, że w dalszym ciągu będziesz spełniał swoje marzenia i robił to, co kochasz oraz będziesz spotykał się każdego dnia z przychylnością ludzi, których będzie dane Ci spotkać. W imieniu Redakcji Musculator.pl i swoim życzę Ci wielu sukcesów prywatnych i zawodowych. Pamiętaj tym samym, że zawsze możesz – nie tylko na łamach portalu - podzielić się swoją wiedzą i zaangażowaniem w polski sport oraz rozwój kulturystyki na wózkach.
Dzięki za wsparcie. Postaram się nie zawiść i ufam, że jeszcze o mnie usłyszycie. Pozdrawiam Czytelników Musculator.pl
Z Mariuszem Kupczak rozmawiał Paweł Rożniatowski
















